Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lipca 2015

Demon i Bestia cz.3

- Zaiste jesteś dobrodusznym człowiekiem Luisie wiele bogiń i bogów mogłoby uczyć się od ciebie i twojej mądrości.
- Jestem jedynie zwykłym człowiekiem który nie mógł uratować swych najbliższych i przez to coś w nim pękło. Astarot może wydaje ci się że mnie znasz ale ja również mam swą mroczną stronę...
- Uratowałeś mnie z niedoli w ciele bestii za to jestem ci wdzięczna.
- Tak lecz teraz muszisz się użerać z demonem a to znów ma wina...
- Taki mój los nie jestem już boginią demon strawił mą boskość i zbrukał mnie od wewnątrz. Lecz ja i demon pragniemy tego samego.
- A czegoż to takiego pragniecie.
- Pragniemy zesłać nowych bogów na ziemię i zabić ich aby nigdy nie znaleźli miejsca na piedestale historii!
- Pragniecie rzucić wyzwanie wszechmocnym podczas gdy wy jesteście tylko demonem i zwykłą dziewką?!
- Wiem jak to brzmi lecz Luisie pomyśl oni się czegoś boją. Ścigają nie tylko mnie lecz wszystkich byłych i wszechmocnych bogów. Nowi bogowie czują się zagrożeni być może wcale nie są tacy wszechmocni.
- Masz rację ale jak w trójkę mamy pokonać nowych bogów?
- Będziemy musieli odnaleźć innych dawnych bogów.
- Jak chcesz tego dokonać?
- Przyszedł mi do głowy pomysł. Amon może ich wytropić w końcu jest zabójczym demonem.
- Mam bratać się z demonem?
- Wierz lub nie lecz Amon również kiedyś był bogiem lecz tak jak ja został strącony jego gniew wypalał ludzi jak i duszę przez wieki by teraz zemścić się na nowych bogach i być może powrócić na piedestał.
- Niechaj zatem tak będzie lecz jeśli demon ten pochwyci okazję aby nas przechytrzyć będę zmuszony odesłać cię do sanktuarium gdzie owego demona się pozbędziemy.
- Niechaj tak będzie.
- Gdzie powinniśmy się najpierw udać? 
- Powinniśmy rekrutować najokrutniejszych bogów. Udajmy się zatem do Egiptu gdzie odszukamy Ra oraz Setha.

Posłyszałem że Ra i Seth nie zostali znieważeni i ścigani przez nowych bogów ponieważ bali się oni gniewu obu braci. - Powiedział Amon w głowie Astarot

- A wiec ruszajmy w drogę podróż zajmie nam z trzydzieści dni i nocy.
- Amon powiedział że Ra i Seth nie zostali uciśnieni przez nowych bogów ponieważ boją się oni gniewu dwóch braci.
- A więc będą oni w stolicy!
- Też mi się tak wydaje. Lecz rozpoznać ich wśród ludzi będzie trudniej.
- Mamy wiele drogi aby przemyśleć jak ich rozpoznać.

Zewrę swoje szyki piekielne aby poszukały informacji gdzie dwaj bracia mogą przebywać i jak wyglądają - powiedział Amon

- A więc zacznij polowanie na starych bogów i przekonajmy ich aby pomogli nam pokonać nowych bogów...

wtorek, 7 lipca 2015

Demon i Bestia cz:2

Bogini powstała jako dziecko lecz w raz z nią powstał demon. Gdy Bogini postanowiła przejść do nowego ciała nie spodziewała się że wcześniejsze ciało bestii które nosiło jej duszę nosiło jeszcze coś straszniejszego niż sama bestia nosiło ono najstraszniejsze monstrum i nie mowa tu o bestii a od demonie zwanym Amon. Astarte wiedziała że jest już w niej jednak nie może go wygnać gdyż wgryzł się w jej duszę niczym pasożyt. Rude ubarwienie włosów Astarte zawdzięcza właśnie jemu ponieważ kocha on ogień. Astarte wyła z bólu gdyż na jej prawym ramieniu został wypalona pieczęć która oznacz kontrakt pomiędzy nią a demonem kontrakt który wymusił siłą na niej demon. Ciało Astarte padło cicho na piach pustyni. Obudziła się trzy godziny później słońce zaczęło już wschodzić. Gdy się obudziła jej pierwsze słowa do Luisa brzmiały "Jesteśmy straceni!" gdy to wypowiedziała Luis otworzył szeroko oczy lecz nie powiedział nic odwrócił się od małej Astarte zawołał Kota i ruszył do powozu. Astarte nie przeszkadzało że odszedł. Nagle usłyszała w sobie głos Amona "My kiedyś Bogowie też musimy płacić w końcu sami stajemy się demonami również mamy wolną wolę..." Astarte szeroko otworzyła oczy gdyż zdała sobie sprawę że nie jest już żadnym bogiem jest jak zwykły człowiek. Człowiek który musi jeść spać i żyć aby następnie obrócić się w proch. Astarte nigdy nie rozumiała sensu życia ludzi nawet jako bogini. Zaczęła łkać i przeklinać w języku babilońskim. Zapytała demona "Dlaczego?" a on odpowiedział "Nawet Bogowie muszą odpłacić za swoje własne działania lecz my jesteśmy puści a ludzie których stworzyliśmy pełni...".
Astarte stałą się dziewczynką o rudych włosach i niebieskich niczym niebo oczach.
-Co mam teraz począć?
-Nie jesteś już boginią ponad niebiosami zostałaś strącona a ja jestem tutaj od nowych bogów abym strzegł twego krótkiego ludzkiego życia - odpowiedział Amon.
-A więc nie mogli mnie złapać więc zesłali na mnie gorszy los.
-Ty też kiedyś wypędziłaś starych Bogów jak to zrobili nowi z tobą.
-Tak już rozumiem nic nie jest wieczne oni również przeminą tylko jeszcze o tym nie wiedzą.
-Wiedza oni wiedzą wszystko lecz jedno jest przed nimi zatajone!
-Co takiego demonie?
-Ich upadek nie dowiedzą się kiedy i jak upadną ale jedno jest wiadome że na pewno kiedyś upadną.
-Tak to prawda... A więc demonie jestem twym naczyniem co chcesz ze mną zrobić?
-Ja również byłem kiedyś Bogiem chcę dokonać zemsty na tych przez których upadłem!!
-A więc jak na demona przystało chcesz zła i śmierci dla tych którzy cię upokorzyli?
-Nie chcę czegoś innego... chcę posiąść ich dusze i przykuć je do siebie i móc cieszyć się z wiecznej wędrówki u ich boku. Dręczyłbym ich dnie noce aż nowi Bogowie by przepadli!!
-Powiedz mi tylko jedno dlaczego ja nie stałam się demonicą?
-To bardzo proste nie chciałaś nią być była to ostatnia wola Bogini więc nawet nowi bogowie nie mogli cię w nią zmienić. Jednak jak widzisz znaleźli sposób przemienili cię w człowieka i teraz będziesz na moje rozkazy.
-Innymi słowy chcieli żebym cierpiała a więc obeszli moją ostatnią wolę?
-Tak do tego związali cię ze mną a mnie z tobą. Musisz coś wiedzieć ja również otrzymałem od nich karę.
-Jaką to kare zatem otrzymałeś?
-Moje życie jest z tobą powiązane dopóty żyjesz ty dopóty żyję ja. Jeśli zginiesz to ja również przepadnę.
-Co się stanie gdy umrzemy?
-Nie jesteśmy jak ludzie nasze astralne duchy nie powrócą już do wielkiego wiru. Znikniemy na zawsze i nie pozostanie po nas nic!!
-Ah tak a więc zgotowali nam najgorszą z możliwych kar.
-Dlatego na nich również się zemścimy lecz najpierw muszę odszukać Bogów którzy mnie zepchnęli z tronu.
-A potem zniewolisz ich?
-Tak lecz będzie to inny rodzaj zniewolenia.
-Oh jakiż?
-Gdy ich zniewolę przejmę również ich siłę a gdy będę miał wystarczająco siły rzucimy się na nowych i pyszałkowatych Bogów!!

Luis odszedłszy od Astarot zastanawiał się czy dobrze postąpił. Dręczyły go wyrzuty sumienia ale zostawił ją z jednego powodu! Demon który siedzi w niej teraz zabił jego matkę i ojca. Zdecydował zostawić Astarot aby sama męczyła się z nieprzyjaznym demonem. Chciał się zemścić lecz wiedział że to na nic w końcu to demon i przeniesie się do innego ciała gdy Astarot zginie. Jednka zawrócił nie aby zabić demona i Astarot lecz by pomóc Astarot żyć!

-Dlaczego powróciłeś?
-Nie mogę cię pozostawić.
-Luisie muszę cię ostrzec... Nie jestem już boginią jestem tylko zwykłym człowiekiem a do tego moje ciało zamieszkuje demon imieniem Amon.
-Wiem... przepraszam że cię zostawiłem.
-Może lepiej było mnie zostawić abym sczezła.
-Ten demon którego w sobie nosisz on... on.. zabił moich rodziców widziałem jak płoną i nie zostaje po nich nic oprócz znaku... znaku który jest na twym ramieniu.
-A wiec to tak a więc powiem ci coś Luisie możesz się zemścić zabij mnie a demon przepadnie wraz ze mną i mym ciałem!
-Nie mogę tego uczynić demon przeniesie się do następnego ciała i będzie trwał nawet długo po tym jak ja umrę.
-Luisie! Ja i demon zostaliśmy przeklęci przez nowych Bogów i dopóty ja żyję dopóty żyje demon jeśli ja zemrę to on również!!

Luis otworzył usta ze zdumienia lecz coś hamowało go przed zabiciem Astarot. Była to chyba jej aura dobroci i życzliwości.

-Nie mogę cię zabić.
-Dlaczego!!
-Stałbym się wtedy taki sam jak ten demon... W końcu to my sami decydujemy czy jesteśmy diabłami czy aniołami obie ścieżki są dla nas otwarte lecz ja nie chcę być ani jednym ani drugim chcę być poza nimi.

"Ten człowiek ma wielki potencjał może pomóc nam w realizacji naszego planu zemsty" powiedział w głowie Astarot Amon.

-Gdy się rodzimy jesteśmy czyści niczym pergamin papieru gdy umieramy oznacza to że cały pergamin został zapisany a ja nie chcę pisać po moim pergaminie twoją Krwią Astarot...

wtorek, 23 czerwca 2015

Elijah i jego przyjaciele cz:3 czyli historia Melani



Melani i jej kłopoty!

Witajcie to ja autor jako że nasza kochana Melani niestety nie pamięta tego co się stało to będę musiał opowiedzieć to za nią.

Był to mroźny dzień Melani  postanowiła po raz pierwszy od kilku miesięcy iść do kościoła ponieważ przypomniała sobie że jednak wierzy w boga. Podziwiała stary kościółek do którego chodziła za młodu ale niestety jej pamięć nie sięga już tak daleko. Spotkała swoje dawne przyjaciółki których nie poznała oskarżyła je o napaść. Jednak wszystko skończyło się dobrze. Gdy wyszła z kościoła zastanawiała się gdzie może się jeszcze przejść niestety zapomniała gdzie mieszczą się wszystkie jej stare miejscówki. A więc poszła przed siebie była godzina 9:00 dzień jeszcze młody gdy Melani szła przed siebie zobaczyła skrzydlate stworzenia podeszła do starszego człowieka pewnie po siedemdziesiątce. Zapytała się starszego pana "Co to za dziwne stworzenia?? Nie boi się pan ich karmić??". Starzec odpowiedział zdziwiony "Przecież toż to piękne stworzenia nazywają się łabędziami. Ich białe pióra przypominają mi o aniołach.". Melani znudzona gadką dziadka powędrowała dalej zostawiając przygnębionego mężczyznę z jego własnymi myślami. Trochę zmęczyła się tym spacerem a więc usiadła na ławce i wpatrywała się w nowo poznane łabędzie myśląc sobie jak te głupie ptaszyska unoszą się na wodzie wyobraziła sobie że pływają na mini pontonach dla łabędzi. Melani całkowicie pochłonęły myśli o pontonach dla łabędzi że nie zauważyła mężczyzny w średnim wieku który usiadł koło niej. Mężczyzna zagaił do staruszki "Piękna pogoda nieprawdaż. Pamiętam jak przychodziłem tu kiedy byłem mały a pani pamięta??". Melani otrzepała się z swoich myśli chociaż nie do końca zapytała mężczyznę "Dlaczego te łabędzie pływają?? Przecież to ptaki!! Mają pontony zamiast nóg??". Mężczyzna spojrzał na Melani z dziwnym wzrokiem nic nie mówiąc i odszedł dalej. Melani oburzona jego zachowanie zawołała za nim "Pff co za wychowanie!! Nawet nie raczył mi pan odpowiedzieć na pytanie…". Postanowiła pójść za przykładem mężczyzny i poszła dalej. Czuła nadciągający głód więc poszła za instynktem głodnej Melani!! Zauważyła budkę z hot dogami postanowiła kupić jednego. Gdy sprzedawca podawał jej hot doga niespodziewanie powiedziała coś dziwnego co zniesmaczyło sprzedawcę "Za moich czasów nie było hot dogów tylko o ile pamiętam jadło się surowe psy… ". Po czym odeszła. Jedząc hot doga znów zadufała  się w swoich myślach pytając się w nich Jak oni przerobili psa na taką małą kiełbaskę. Próbowała sobie wyobrazić imadło które skurcza biedne zwierzę i pakuje do parówki. Zatrzymała przechodzącą kobietę z dzieckiem i małym ratlerkiem zapytała "Czy wie pani jak oni robię te hot dogi??". Kobieta wytłumaczyła staruszce że ścinają pewne części mięsa i potem łączą je. Melani zdumiona podniosła ratlerka kobiety z wznosząc psa z poważną miną zapytała "Które części psów wsadzają do hot dogów??". Dziecko kobiety zaczęło płakać a sama kobieta wyrwała pieska z rąk Melani i nakrzyczała na staruszkę że w jej wieku nie powinno robić się takich niesmacznych żartów. Biedna Melani czuła się bardzo źle nie chciała już rozmawiać z żadnym z napotkanych ludzi. Postanowiła pójść do małego lasku koło parku nadal szła prosto przed siebie.  Podziwiała wielkie drzewa które rozpościerały się nad jej głową czuła się wtedy jak mała mrówka w wielkim mrowisku. Gdy tak szła przez las zaciekawiło ją jedno z miejsc  w lesie było to wielkie drzewo. Widniało na nim serce z Inicjałami w środku M+N=Great Love.  Melani zmęczona lekko swoim spacerem stwierdziła że to genialne miejsce na drzemkę. Kiedy spała przyśniły jej się łabędzie które zamiast nóżek miały pontony na których pływały oraz psy które były przełożone bułkami. Staruszkę obudził ochrypły głos wołający "Proszę panią wszystko w porządku?? Halo?? Halo??". Melani otworzyła swoje starcze powieki lecz musiała zaczekać z 1 min żeby oczy zaskoczyły wyglądało to niczym włączanie jakiejś gry z 2014 roku na systemie win98. Gdy staruszka złapała ostrość dostrzegła nad sobą staruszka który stukał ją swoją drewnianą laską w kolano. Melani szybko wstała na nogi i otrzepała swoje starcze kolana z zeschłej trawy. Staruszek patrzył na nią przez chwilę z mierzącym wzrokiem na co Melani odpowiedziała takim samym spojrzeniem oboje byli ja rewolwerowcy czekali które z nim pierwsze wystrzeli słowa. Nagle po minucie ciszy staruszek odezwał się z uśmiechem " Jakson miło mi poznać szanowną panienkę." powiedział i ukłonił się nisko. Na co Melani odpowiedziała tylko "Cześć" niczym jakaś siedemnastolatka. Staruszek z lekkim zdziwieniem zaczął mówić "Podeszłe do pani ponieważ myślałem że zasłabła panienka i chciałem pomóc" ona odpowiedziała "Dziękuję za troskę ale tylko na chwilę przysnęłam przy tym drzewie" staruszek bardziej zdziwiony zapytał "Jakież to nosi pani imię" wysławiał się z wielką gracją a jego ruchy można nazwać było szlacheckimi. Melani założyła ręce za siebie i kiwając się na stopach niczym małe dziecko odpowiedziała "Melani". Staruszek zaczął ciągnąć dalej rozmowę "Piękna pogoda a to drzewo pewnie ma dla pani jakąś wartość skoro przycupnęła pani akurat przy nim?" nie czekając na jej odpowiedź mówił "Ja również uwielbiam chodzić na spacery w te strony ale przyznaję że pierwszy raz udało mi się znaleźć kogoś śpiącego pod drzewem" Melani przerwała Jaksonowi jego monolog "Dawno nie wychodziłam na spacery więc naturalne było dla mnie że trochę się zmęczyłam dlatego przycupnęłam przy tym drzewie" "Rozumiem" odpowiedział i postukał laską w pień drzewa. Starzec zauważył inicjały wyryte na drzewie i zapytał "M+N=Great Love - czy to pani inicjały i pańskiego męża?" Melani popatrzyła na inicjały próbowała sobie coś przypomnieć jednak bezskutecznie wpatrywała się w inicjały jeszcze przez chwilę gdy spojrzała na mężczyznę skapała jej pojedyncza łza Jakson zauważył to i szybko wyciągnął z swojej butonierki chustkę którą otarł łzę. Melani powstrzymywał w sobie chęć odepchnięcia jego ręki i wpatrywała się w błękitne oczy. Jakson pojął że Melani ma alzheimera. Wpatrywali się w siebie jeszcze przez chwilę gdy Jakson odchrząknął i powiedział "Jeśli pani pozwoli mogę towarzyszyć pani w dalszej wędrówce" jakby nie czekając na odpowiedź wziął Melani pod ramię i zaczął iść w stronę ścieżki prowadzącej jeszcze głębiej w las. Melani lekko oszołomiona tym co się stało wydukała w końcu "Muszę pana przeprosić ale jest już dość późno i powinnam wracać do domu. Mój ukochany kot pewnie się niepokoi". Staruszek wykorzystał nadarzającą się szansę i zaproponował "Może odprowadzę zatem panienkę do domu? O tej godzinie na ulicach kręci się wielu złodziei". Melani zauroczona aparycją nowego nieznajomego przytaknęła. Mężczyzna zapytał ją o drogę powrotną ona wskazała mu palcem ścieżkę. Gdy razem szli minęli tą samą matkę z dzieckiem i psem którą Melani spotkała wcześniej na swojej drodze. Gdy kobieta zobaczyła staruszkę pochwyciła swoje dziecko za rękę i zdecydowanym ruchem odwróciła się od Melani jej oczy wyrażały niezadowolenie a Melani popatrzyła z lekką dozą zdziwienia na kobietę. Po pięciu minutach milczenia Jakson odezwał się "Kocham ten park. Razem z żoną przychodziliśmy tu i zbieraliśmy róże ahh co to były za piękne czasy" Melani chciała jakoś odpowiedzieć ale nie miała żadnych wspomnień związanych z parkiem. Widząc to mężczyzna zaczął nową rozmowę "Choruje pani na coś?" nie była to może zbyt dobra rozmowa ale chciał się upewnić czy ma racje co do alzheimera Melani. Chwilę myśląc odpowiedziała "Tak mam problemy z pamięcią." Ach tak odpowiedział mężczyzna i powiedział do niej "Moja żona również chorowała na alzheimera". Tak wykrzyknęła Melani a mężczyzna nie zważył na to i ciągnął dalej "Jednak nie wygląda pani na kogoś kto ma schorzenia fizyczne" odpowiedziała "Nie ja jestem jak ten ptak jak on się to nazywał… sko… sko…" Skowronek dokończył mężczyzna a kobieta znów wykrzyknęła jak małe dziecko. "Tak!!". Mężczyzna zaśmiał się i spojrzał z lekkim pożałowaniem na Melani. Ona zdziwiona tym spojrzeniem zapytała "Czy coś nie tak?" Rozmarzony mężczyzna odpowiedział "Przypomina mi pani bardzo moją zmarłą żonę to przez to." "Wyrazy kondolencji" odpowiedziała. A mężczyzna powiedział "Nie trzeba było to już bardzo dawno chyba z sześć lat odkąd nie ma jej wśród żywych". Melani lekko się skrzywiła ponieważ wiedziała że ona również miała kogoś na kim jej zależało ale kto już dawno odszedł z tego świata. Gdy szli przez chwilę w ciszy w końcu mężczyzna zapytał "Miała pani męża" Melani skrzywiła się lekko i odpowiedziała " Tak znaczy wiem że na pewno miałam męża ale nie pamiętam ani jego ani wspomnień z nim związanych" zmarszczyła czoło próbując przypomnieć sobie cokolwiek lecz nie potrafiła. Gdy doszli już do bloku w którym mieszka miała się już pożegnać z mężczyzną lecz ten odchrząknął i powiedział "Napiłbym się teraz dobrej herbaty" Melani chwilę myśląc o co może chodzić mężczyźnie w końcu powiedziała "Ależ oczywiście niech pan wejdzie panie.. panie…" Jakson dokończył mężczyzna. Ach tak Jakson powtórzyła z niezwykłą lekkością. Doszli do drzwi na 3 piętrze Melani zaczęła przeszukiwać torebkę z zawziętością lecz nie potrafiła znaleźć kluczy. Zniecierpliwiony mężczyzna w końcu spytał "Czy coś nie tak?" a wystraszona z lekka tą sytuacją Melani odpowiedziała "Nie mam pojęcia gdzie podziałam klucze" jej zakłopotanie rosło a zauważając to mężczyzna pochwycił jedną z jej rąk i powiedział spokojnie "Niech się pani uspokoi może wtedy będzie pani łatwiej sobie przypomnieć gdzie je pani podziała". Melani poszła za słowami Jaksona i wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy i przez chwilę nie odpowiadała jakby przeszukiwała swoją niestabilną pamięć. W końcu otworzyła oczy i zakrzyknęła "Wiem są pod wycieraczką!" uśmiechnęła się do mężczyzny i cicho podziękowała. Gdy weszli do domu pierwsze co rzuciło się Jaksonowi w oczy to niezwykle uporządkowane mieszkanie. Przypomniał sobie że Melani powinna mieć kota i zapytał jej "A gdzie pani kotek" Melani odpowiedziała "A kot! Zawsze mówię że posiadam kota ale kiedy wchodzę do domu przypomina sobie że nie żyje od pół roku". Skonsternowany mężczyzna odpowiedział tylko "Przykro mi…" a Melani nie zwróciła na to uwagę i pomachała ręką w zapraszającym geście. Powiedziała do starca aby się rozgościł a ona pójdzie zaparzyć herbatę. Mieszkanie melani było urządzone w pomieszanych stylach przeważały jednak lata 80 i 70. Na pięknej komodzie która wyglądała znów jak z czasów wiktoriańskich były postawione trzy lampy jedna naftowa wyglądała na drogą ponieważ miała złote brzegi zaś dwie obok to lampy lawowe mieniły się pięknymi kolorami. żyrandol na suficie wyglądał na co najmniej na czasy romantyzmu zróżnicowanie jej domu wprawiło Jaksona w zachwyt sofa na której siedział z kolei była nowa i nie pasowała do reszty wystroju jednak wzory w kwiaty wszystko rekompensowały . Gdy czekał na nią lekko się zaniepokoił ponieważ minęło już dziesięć minut a słyszał już jakieś cztery minuty temu gwizdek dzbanka. Postanowił zajrzeć do kuchni. Ujrzał że Melani piję w spokoju herbatę i czyta gazetę odchrząknął a ona podskoczyła aż na krześle chciał coś powiedzieć ale ona nagle wrzasnęła i po chwili powiedziała "Kim pan jest i co robi pan w moim mieszkaniu?!!" teraz już bardzo skołowany mężczyzna odpowiedział "Jak to przecież to ja… Jakson nie poznaje mnie pani??" Melani odkrzyknęła "Proszę natychmiast opuścić moje mieszkanie albo zadzwonię po policję!!". Jakson podszedł do Melania co okazało się złym wyborem ponieważ kobieta ruszyła szybko w stronę blatu kuchennego aby odsunąć się od mężczyzny którego myślała że nie zna. Jakson widząc jej panikę zatrzymał się na chwilę i powiedział "Spokojnie zna mnie pani przyszedłem tu z panią. Po prostu zapomniała pani niech się pani uspokoi i przypomni sobie". Jakson postanowił podejść do Melani jednak okazało się to złym wyborem ponieważ dostał od niej patelnią po głowie i zemdlał jej w rękach. Melani przestraszona tym co się stało powiedziała do samej siebie "Ja tylko się broniłam…" przez głowę przeszła jej myśl że mężczyzna mógł umrzeć na tą myśl jedną ręką przytknęła usta a drugą trzymała ociężałego mężczyznę. Jakson był od niej wyższy i masywniejszy nie miała siły go podnieść więc położyła go na podłodze i postanowiła pójść po poduszkę którą potem podłożyła pod jego głowę. Spanikowana nie wiedząc co ma dalej robić. Wyłączyła wszelkie emocje i powiedziała "Więc teraz będzie trzeba ukryć ciało…". Zadzwoniła do swojej sąsiadki Weri aby opowiedzieć o całym zdarzeniu na jej szczęście Weri była w domu i za sekundę miała być u niej. Weri wbiegła zdyszana do mieszkania staruszki i zobaczyła siedzącą na kanapie Melani z założonymi rękami i kłębiącymi się w niej myślami.  Gdy Melani zauważyła Weri powiedziała "To nie moja wina… tak wyszło ja ostrzegałam" a Weri poszła do kuchni i ujrzała starszego mężczyznę leżącego obok blatu kuchennego z poduszką pod głową. Weri sprawdziła czy staruszek żyje i odetchnęła z ulgą gdy wyczuła puls mężczyzny. Poszła powiedzieć że nie będzie trzeba ukrywać żadnych zwłok co zaproponowała Melani… Staruszce ulżyło na wieść o tym że nie zabiła mężczyzny. Weri zapytała się dokładnie jak to się stało że mężczyzna pojawił się z nikąd w mieszkaniu Melani. Ale kobieta nie wiedziała co powiedzieć przypomniała sobie tylko że Weri powiedziała jej kiedyś że gdyby ktoś wpadł do mieszkania staruszki najlepszą bronią przeciw intruzom jest kuchnia i jej zawartość w tym wypadku była to patelnia. Weri zaśmiała się a staruszka również zaczęła się śmiać. Weri zaproponowała że przeniesie staruszka na kanapę. Melani pokiwała głową w odpowiedzi. Już po chwili mężczyzna znajdował się na kanapie. A Weri zaproponowała że zostanie z staruszką aż ten niejaki Jakson się obudzi.  Po jakiejś godzinie od uderzenia Jakson w końcu się obudził a w tym czasie Weri i Melani oglądały stare zdjęcia. Mężczyzna zdziwił się gdy próbował coś powiedzieć ale miał usta zaklejone taśmą oraz związane ręce i nogi miał spanikowany wzrok. Po chwili gdy Melani i Weri usłyszały szamotanie na kanapie podeszły do niego. Weri zerwała taśmę z ust mężczyzny chyba zrobiła to zbyt szybko bo przy zdzieraniu jej z ust usłyszała krzyk. Kobiety patrzyły się na mężczyznę a ten zaczął znów się szamotać i krzyczeć "Pomocy!! Wariatki!!" Weri próbowała uspokoić mężczyznę lecz ten nie chciał się uspokoić. Nie wiedziały co mają zrobić ale po chwili Melani wpadła na pomysł powiedziała do Weri "Zaczekaj tu z nim muszę coś przynieść" Weri posłuchała staruszki nadal próbowała nawiązać kontakt z mężczyzną lecz ten nadal był spanikowany i zastrzegał że nic nie powie. Melani wróciła z wielką patelnią którą ogłuszyła Jaksona obróciła się do mężczyzny i powiedziała "Mów co tu robisz i jak wszedłeś do środka bo znów oberwiesz!" skołowany mężczyzna zaczął wyjaśniać "Pamięta pani była pani na spacerze?" Melani próbowała sobie przypomnieć i w końcu na potwierdzenie skinęła głową. Mężczyźnie lekko ulżyło ciągnął dalej "Spotkała pani mnie i w skrócie zaprzyjaźniliśmy się. Odprowadziłem panią do domu i wtedy zaproponowała mi pani herbatę.". Nie wierzę panu wykrzyczała Melani z patelnią jakby gotową do uderzenia. Weri powstrzymała jednak staruszkę i powiedziała "Niech da mi pani spróbować" Melani skinęła głową. Weri zaczęła "Czyli mówi pan że odprowadził pan Melani?" "Tak ile razy mam to tłumaczyć!" krzyknął mężczyzna. Weri uspokoiła go i przez chwilę łączyła wątki. "Pani Melani myślę że ten pan nie kłamie" powiedziała Weri. Skołowana Melani zapytała się "Dlaczego tak sądzisz? Przecież może kłamać". "Mój niezawodny detektywistyczny umysł mi to podpowiedział! Stwierdzałam to po tym że gdy wchodziłam na wycieraczce były ślady stup pani oraz pana Jaksona. Gdyby było to włamanie byłyby jakieś ślady. Zachowanie pana  Jaksona wobec pani również nie podpadało pod zachowanie włamywacza." Dobrze powiedziała Mealni i dodała potem "Ale skoro go wpuszczałam to pamiętała bym to!". Jakson i Weri spojrzeli na Melani z politowaniem w spojrzeniu. Jakson zaczął "Może pani choroba spowodowała że zapomniała pani o mnie. Czekałem na panią na kanapie ale od jakichś 10 minut nie chciała się pani pojawić więc stwierdziłem że sprawdzę czy nic się pani nie stało" Melani nagle upuściła patelnię a ta uderzyła z trzaskiem o podłogę Weri lekko zadrżała. Nagle wyraz twarzy  Melani do Jaksona zmienił się pojawiła się na nim troska i wstyd. Szybko pobiegła do kuchni wróciła z wielkim i ostrym nożem miała uśmiech psychopatki więc Weri postanowiła się odsunąć a Melani podeszła do Jaksona ten nie wiedząc co staruszka chce zrobić wpatrywał się w nią wielkimi niebieskimi oczami. Melani jednym szybkim ruchem przecięła taśmę którą związały ręce i potem tą na nogach. Mężczyzna usiadł i odetchnął Melani i Weri usiadły obok niego i wpatrywały się z zaciekawieniem co powie. Jednak to Melani zaczęła "Przepraszam… Przypomniałam sobie naprawdę przepraszam!" zeszła z kanapy i padła na kolana niczym islamista który oddaje hołd swojemu bogowi. Jakson wziął mimowolnie jej rękę i powiedział "Ależ nic się nie stało" Weri pomyślała (Jejku jakie to piękne… Aaa czemu staruszka znajduje miłość a ja nie!!). Melani powstała i z kilkoma łzami w oczach powiedziała "Naprawdę mi głupio! Jak mam panu zadośćuczynić?" nie naprawdę nie musi pani nic robić powiedział lekko speszony mężczyzna. Weri obserwowała to co się działa i pomyślała (Hmm teraz mówi że nic nie chce ale przed dziesięcioma minutami mówił do nas Wariatki). Melani zaproponowała Jaksonowi że opatrzy mu głowę ale widząc jak Melani trzęsły się ręce Weri powstrzymała staruszkę i powiedziała "Może lepiej jak ja pójdę po opatrunki i opatrzę pana" wymieniła ostatnie porozumiewawcze spojrzenie z nimi i znalazła się w kuchni.  Weri szukała opatrunków w kuchni lecz nie mogła ich znaleźć stwierdziła również że Melani ma dziwne rzeczy w kuchni… bo po co staruszce batog w szafce albo małe sidła ale cóż to niezwykła staruszka tylko super duper wypasiona staruszka z sidłami w szafce pomyślała Weri. Otwierając następną szafkę natknęła się na dziwną książkę po otworzenia Weri stwierdziła że to nie książka tylko pamiętnik Melani! Przeczytała pierwsze strony na jej nieszczęście pierwsze strony opisywały seks Melani z jej mężem ale lepiej to przemilczmy. Potem pisała o domku na wsi gdzie spędzali lato. Ale Weri nie miała czasu na czytanie tego musiała znaleźć opatrunek. I w końcu znalazła tylko normalni ludzie nie trzymają opatrunków w piekarniku! "Eh ja nie wiem jak ona sobie radzi tu sama…" powiedziała do siebie wzdychając Weri. W końcu wróciła do pozostałej dwójki która siedziała na kanapie wyglądało na to że Jakson zdążył już wybaczyć Melani samoobronę patelnią jak to uczyła Weri. Weri szybko i sprawnie opatrzyła głowę jaksona ten odpowiedział "bardzo dziękuję młoda damo" wyglądało na to że powrócił do swojego elokwentnego stylu wysławiania się Weri odpowiedziała "Ależ nie ma za co w końcu niecodziennie znajduje się kogoś kto został zmasakrowany patelnią" spojrzała z uśmiechem na Melani która lekko się zawstydziła. Weri musiała już zbierać się do swojej pracy a więc dodała do dwójki "Muszę was przeprosić ale jestem już spóźniona na spotkanie z klientem i będę wychodzić" gdy wychodziła dodała "Pani Melani gdyby co to opatrunki nie znajdują się już w piekarniku tylko w górnej szafce po lewej" Melani rzuciła na Weri nieco dziwne spojrzenie ale nie chciała już pytać o nic… Oboje z Jaksonem rozmawiali jeszcze przez godzinę i tak jakby incydent z patelnią został w mig zapomniany. Jakson musiał już wyjść ponieważ w domu czekały na niego leki poza tym musiał się wytłumaczyć córce z odniesionych ran. Gdy wszyscy już wyszli i Melani pozostała sama postanowiła że opisze tą oto zdumiewającą historyjkę w swoim pamiętniku no ale jak to Melani zamiast w pamiętniku zapisała ją w swojej książce kucharskiej i tak oto kończy się ten zdumiewający dzień z Melani Jaksonem oraz naszą ulubienicą patelnią.

piątek, 12 czerwca 2015

Demon i bestia

Demon i bestia

Był sobie skromny człowiek zwał się Luis był wędrownym kupcem.

Pewnego razu przemieszczał się z miasta zwanego Iristan do oddalonego na drugim końcu pustyni przez którą musiał się przeprawić miasta Metress.

Luis nie był tylko wędrownym kupcem kochał przygody oraz jego hobby było malowanie. Piaski pustyni zachwyciły go błyszczące i poruszające się niczym fale wydmy wydawały ciche dźwięki przypominające syczenie małych węży. Luis po drodze spotkał kilka trupów nie zraziło go to zawrócenia bo jak powiadał "Jeśli wierzysz że potrafisz coś pokonać to znaczy że to na pewno pokonasz!".

Luis nigdy nie podróżował sam miał ze sobą wiernego towarzysz psa wabiącego się Kot. Luis miał niezwykłe poczucie humoru kiedy wymyślał imię dla psa stwierdził na początku że pies jest kotem ale okazało sie inaczej więc nazwał go kot.

Oni szli piaski pustyni sunęły za nimi niczym czyhający w ukryciu zabójcy. Luis nie bez przypadku wybrał drogę przez pustynię. Posłyszał iż na pustyni żyje silna istota która spełnia życzenia tych którzy ją spotkają.

Trzydziestej nocy na pustyni około godziny drugiej w nocy Luis i Kot usłyszeli wyjący głos. Kot wzdrygnął się Luis jednak przybrał twarz wyrażającą zachwyt i podekscytowanie. 

Luis musiał iśc do miejsca z którego dochodziło wycie. Wymyślił że pozaznacza swoje ślady aby potem wrócić do obozowiska. Wbijał sztachety desek z rzadkiego drzewa które zdobył w wiosce starych arkanów.

Razem z Kotem dotarli do miejsca z którego dochodziło wycie to co ujrzeli zmieniło ich na zawsze. Istota która miała głowę człowieka a na tej głowie wyrastały wielkie rogi. Tłów pochodził zaś od lwa miał dwie pary rąk jedna jakby nie z tego świata żarząca się ogniem druga para to ludzkie ręce nogi gazeli. Stworzenie było wysokie jakieś 2,5 m wysokości.

W końcu odwróciło się w stronę Luisa i Kota. Przestraszony Kot schował się za swojego pana zaś sam Luis rozpalił pochodnie drugą ręką wyciągnął szablę która była pokryta diamentem i potrafiła przeciąć za jednym razem pięciu mężów. Bestia posiadała niebiańską twarz kobiety o blond wlosach jej oczy jednka miał kolor czerwony jakgdyby były z krwi pokonanych wrogów. Bestia wydała kolejny ryk. Luis stwierdził że musi być ona ranna.

Powoli podszedł do bestii która nie przejęła się jego obecnością. Luis spróbował nawiązać kontakt z bestią.

-Nazywam się Luis a ten tchórzliwy pies za mną nazywa się Kot.

-Aaa! Niech będą ci pochwalone skarby życia i umysłu człowiecze - odpowiedziała bestia

-Jam jest królową księżyca i tego co wsze wieczne! - Bestia

Luis zrozumiał z czym ma do czynienia bowiem bestia okazała się świętą boginią z legend pewnego plemienia które żyło tysiące lat przed nowymi ludźmi bo tak nazywa się tych którzy zaczęli przekraczać morza. Królowa tego co wieczne zwała się Astarte. Wygnana z swego królestwa bogini na ziemi ludzkiej. Przez nowe religie ochrzczona demonicą bezprawia i rozpusty. Luis jednak był rozważny wierzył w starych i nowych bogów.

-O wielka pani Astarte powołując się na starych i nowych bogów którzy zrzucili cię z twego piedestału cóż to robisz wśród piasków i odmętów?

-Jam jest ścigana przez wieczne siły które usiłują mnie wepchać do czeluści piekieł jako demonicę.

-O wielka twoja niedola ma pani czegoż ja taki skromny sługa może ci użyczyć?

-Me ciało zostało zmasakrowane i zniszczone muszę wędrować w tej powłoce bestii która nękała pewne plemię. Nic nie możesz zrobić muszę sama nieść swoją mękę.

-O pani chociaż zaszczyć mnie swoim towarzystwem przy mym skromnym obozowisku.

-Niechaj tak też będzie Luisie składam modły aby twe życie nigdy nie było takim jak moje.

Razem z boginią wrócili do obozowiska. Usadowiwszy się obok ogniska bogini Astarte zaczęła wyjaśniać.

-Jedynie w tej powłoce twarz ma została zachowana. Nowi bogowie są ignorantami którzy narzucają swoją wolę i nie obchodzą ich ludzie. Moja wieczna ucieczka trwa długo och ile niezliczonych powłok jam żem przyjęła ile niezliczonych istnień przeżyła. Ile cierpień zadała... Nowi bogowie rzucili klątwy na starych i obrócili nas w demony w oczach nowych ludzi. Jam jest boginią me życie jest wieczne nie mogę zginąć jak ty Luisie tym większa moja męczarnia. Muszę wiecznie uciekać z czeluści piekieł.

-O pani biada nowym bogom za te bluźnierstwa przeciw wam. Zamiast rządzić ramie w ramię zniszczyli i zbrukali wasze świątynie sprzeniewierzyli wasze dobre imię.

-Prawdę rzeczesz mój drogi. Jednak możesz mi pomóc nieść me brzemię. Nie mogę kontynuować swej wędrówki w ciele bestii a ty posiadasz diamentową szablę która może przebić mą skórę.

-Nie śmiał bym tknąć twego boskiego ciała o pani.

-To ciało należy do bestii dzięki temu uwolnisz mnie od bólu bestii.

-O pani ależ czy nie złapią cię gdy będziesz w formie duchowej?

-Ileż to zwłok widziałeś na tej pustyni? Znajdź mi trzeciego dnia ciało kobiety a ja uleczę je i uczynię mym nowym naczyniem.

-Kiedyż to mam ukrócić twe życie pani?

-W tej chwili.

Luis nie czekając na skinienie bogini cisnął szablą w serce bogini. Ponad dwumetrowe ciało spadło na piasek i bogini wyzionęła ducha. Luis znalazł kilka ciał nie wiedział jednak które z nich to kobiece ciało więc wziął wszystkie i przyniósł do obozu.  Po trzech dniach nic nie nastało. Jednak trzeciej nocy rozbłysło światło a przed nim stanęła kobieta. Była drobna nie nawet nie była to kobieta było to dziecko! Miało może dwanaście lat. Rude włosy długie do ramion falowały na wietrze. Bogini powstała jako dziecko a wraz z nią powstał demon!

poniedziałek, 16 lutego 2015

Sesja z Heroldem Haroldem!!

A więc na wstępie wyjaśnię kim jest Herold Harold. Herold Harold to mój misiek (ukradłem go z pokoju siostry XD ale jest miękki i fajnie się do niego przytula kiedy czuje się zbyt samotnym). Ano i kolejny zdziwienie sweter który mam na zdjęciu jest królem swetrów i nazwałem go Herold Harold I... Nie pytajcie dlaczego nazywam rzeczy martwe XD takie schizy. Ano i mam informację dotyczącą opowiadania a więc trzeci dział opowiadania o "Elijah i jego przyjaciele" będzie super i nawet chcę z moją 99-letnią babcią zrobić zdjęcia promo XD ale będzie później ponieważ po feriach tzn dzisiaj jestem chory i będę musiał nadrabiać zaległości co z kolei przysporzy zaległości na blogu ;--; ale nie martwcie się mam przygotowane już kilka innych postów tylko wstawię je z odstępem czasu.
I'm gonna kill you ^~^

waiting for someone

smile

Lay

Strike

piątek, 6 lutego 2015

Ferie!! #wolne #Urodziny

A, więc co u mnie w skrócie. Żyję i jem sobie teraz kanapkę oraz piszę post (teraz myślę, że to taka troszkę mistyfikacja taka sytuacja, bo piszę o tym jak piszę bloga i teraz piszę o tym jak piszę pisząc...). W skrócie jutro 02.07 mam moje Urodzinki!! Ano i w dzień moich urodzin wyjeżdżam w góry, ale no cóż fajnie będzie na stoku. Dostałem nowy telefon na urodziny rzecz jasna oraz pufę, ale to drugie nie wiem jak i skąd XD. Ano i teraz używając potęgi internetów w końcu odkryłem instagrama ale szczerze mówiąc pewnie nie będę go używał. Kupiłem wiele rzeczy na sesje z przyjaciółmi jakieś maski w kształcie kota oraz lampion, cekiny. O jejku jeszcze zacząłem cosplay ciela, ale taki jak te zupki chińskie, czyli instant XD. Wszystko jakoś się niby układa dobrze, ale ja nie mam takiego poczucia, ale no cóż jakoś to będzie. Nie mogę doczekać się wyjazdu w góry oraz sesji po, nim. Mam dużo energii. No właśnie dam za niedługo zapowiedź kolejnego działu do opowiadania, ale muszę wymyślić aby zapowiedź była epicka.
Ps. czytając tego posta po raz trzeci  stwierdzam że jest zakręcony ;)
Ps2. Zdjęcia!!







 

piątek, 23 stycznia 2015

Dział 2: Jeden dzieć z życia Weri

A więc wstawiam kolejny dział. Dajcie znać w komentarzach czy chcecie abym publikował to opowiadanie bo nie wiem czy chcecie czytać moje głupie wypociny.





Jeden dzień z życia Weri
A więc tak Jestem Weri dla przyjaciół też Weri. Mieszkam sobie spokojnie pracuję w pracy która mnie strasznie zadowala i dzisiaj opiszę mój dzień. William został u mnie na noc w sumie to dobrze bo chyba z Elijah trochę wczoraj przesadziliśmy bo po tym jak Elijah poszedł William kilka razy stracił przytomność i lała mu się krew z nosa. Ale jak przystało na mnie zabandażowałam mu nos i żadna krew się już nie przedostanie!! Ja oczywiście nie mogłam pójść spać bo musiałam jeszcze zrobić obchód domu ponieważ strasznie boję się że giga-pająko-ważka weszła do mojego domu i chce zjeść mój mózg i moje mangi!! Ale na szczęście jej nie było.

-Ej Weri co robisz ?? - William
- Spadaj opisuję swój dzień!! - Weri
-Ale masz napisane tylko "To był super-mega-śliczny-słodki-zajebisty-yolo dzień!!" - William
- Tak wiem myślę nad rozwinięciem.
- Ale twoje poprzednie dni też mają tylko opis "To był super-mega-śliczny-słodki-zajebisty-yolo dzień!!" - William
- Nie czytaj cudzego pamiętnika!! Bo jeszcze zobaczysz coś niewłaściwego!! - Weri
- A co takiego niewłaściwego mogę zobaczyć  - William
-Hmm np. moje sprośne historyjki yaoi. - Weri
-O pokaż!! - William
-A no tak zapomniałam że jesteś gejem… A więc mam tam zdjęcia nagich zwierząt!! - Weri
-Ej ale zwierzęta zawsze są nagie… - William
-Nie jak mogłeś !! Zniszczyłeś mój światopogląd - Weri
-Serio nie wiedziałaś ?? Czy udajesz ?? - William
-Eh głupi gej nie rozumie sarkazmu. - Weri
-To dlatego wolę facetów łatwiej ich zrozumieć a nie taką Weri która niewiadomo co ćpie!! - William
-Co mówiłeś coś bo skupiłam się na MOIM PRYWATNYM PAMIĘTNIKU!! W którego perfidnie zaglądasz!! - Weri
- O no dobra przepraszam już idę (poszedł na kanapę tą na której Weri i Elijah mieli namiętny moment ^^). - William
- A właśnie o co chodzi z tym że jak mówię że fajną byście z Elijah byli parą to się od razu wściekacie?? A może wy po prostu macie jakiś potajemny przyjacielski seks układ hehe. - William
-Znów zaczynasz!! Nie bo to chodzi o to że kiedyś mogliśmy być ze sobą ale nie wyszło… - Weri
-Aha… Czyli nadal mogę do niego zarywać uff wystraszyłem się że będziesz rywalką w miłości hehe. Chociaż (spojżał na piersi Weri) płaska jesteś… - William

A więc na czym skończyłam. Dla waszej wiadomości William umarł… Nie no a tak na serio to dostał znów patelnią i boję się że jak tak dalej pójdzie to skończą mi się dobre patelnie. Muszę na jutro zrobić projekt dla klientki. Ale muszę powiedzieć że dość szalony on jest. Ma to być wystrój wnętrza w stylu Japońskim chce żeby przyciągało on dziewczyny. A więc pomyślałam sobie że wezmę i poszukam w Internecie jakichś tapet z gentelmanami z mang. Ale niestety nie znalazłam jeszcze żadnego sklepu który sprzedaje takie coś hmm… A chce mi się spać jest 2:13 a ja nadal szukam i szukam. Dobra mniejsza o tapety znalazłam już piękne stoliki w stylu Angielskim na trzech nogach są postarzałe ale odda się je do dobrego meblarza i je trochę odnowi. Ponieważ w moim zawodzie liczy się każdy pieniądz. Im mniej wydam na wystrój danego wnętrza tym więcej dostanę po jego wystroju. Mam!! Znalazłam jakąś tapetę jest na niej Ciel z Kurosza i inni bohaterowie. Myślę że klientka będzie zadowolona z tej tapety bo jest kawaii!! Ale to tylko moje własne zdanie. Hmm teraz lekki problem stoliki i tapeta są trochę za ciemne a więc muszę dodać jakichś kolor wnętrzu. Może dam kolorowe krzesła… A wiem tapety w miejscach gdzie są postacie Obramujemy kolorowymi ramkami i przez to będzie się wydawało że to obrazy. Ale jestem genialna. Och mów mi tak!! Zaraz ja gadam sama do siebie?? A to normalne. A witryna?? Muszę wymyślić coś co będzie się rzucać w oczy!! Ale już nie mogę dochodzi 3:00 a jak wiadomo wtedy szleje szatan!! A ja się go boję!! Bo jeszcze będzie chciał żebym została jego żoną tak więc czas iść spać!!

Kilka chwil później gdy Weri jest w łóżku…
A może kosmicie to tak naprawdę lamy tylko nie chcą się ujawniać i gdy plują w ludzi to tak naprawdę skanują naszą budowę twarzy?? Zaraz nie lamy są za urocze na kosmitów. Kosmitą może być William bo cały czas się mnie o coś wypytuje np. "Ej Weri jak tu się rozkłada tą kanapę??" a ja mu na to "Nie wiem nie moje to" jeszcze mnie potem oskarżał że jak nie wiem skoro tu mieszkam!! Przecież gdy szatan na mnie poluje to tylko mój pokój w którym przy łóżku jest woda święcona jest bezpieczny!! Może on nie ma w pokoju wody święconej i dlatego pyta się jak się rozkłada kanapę?? Tak to na pewno to !! Mężczyźni to jednak są prości. O boże idź spać już!! Kto to powiedział?? Jak to kto twoja podświadomość Weri!! A no oke to idę spać papa pani lub panie podświadomość. Dobra pa a teraz śpij!!
Rano koło godziny 8:30…

O boże ale mam zniszczone włosy!! To pewnie wina tych złych duchów albo… Williama w końcu nie wiem co robił w nocy może zakradł się i zrobił mi kołtuny na włosach!! Albo to mój kochany pieseczek Kot.
-Weri znów mówisz wszystko co myślisz. A i po drugie co?? Kto normalny zakrada się i robi kołtuny na głowie?! - William
- No duchy albo ty!! - Weri
I weź tu gadaj z ludźmi nie wierzą w wielkie ważki i duchy. A poza tym William jest gejem więc… To przez to robi ludziom kołtuny we włosach. Ale w sumie szkoda że jest gejem bo jest ładny Panie boże dlaczego wszyscy chłopacy albo są zajęci albo to geje!!
-Dlaczego!! - Weri
-Co się stało?? - William
-Nie nic po prostu znów głośno myślę na twój temat. - Weri
-Ciekawe dlaczego czuję się urażony może już pójdę… - William
-Nie sorka nie myślałam o tobie nic złego - Weri
- A spoko - William

Hmm ale posiadanie William za przyjaciela może być przydatne na pewno ma jakichś przyjaciół którzy są hetero che che mam dobry plan…

-Weri przerażasz mnie dlaczego teraz się na mnie tak patrzysz jakbym był twoją ofiarą?? - William
- Bo mam dobry plan!! - Weri
- Jaki?? - William
-Che che poznasz mnie z jakimiś przystojniakami dzisiaj!! - Weri
-Sorka nie mogę jestem już umówiony. - William
Jak on mógł tak po prostu zniszczył moją przyszłość. Bo może okazałoby się że jeden z jego przyjaciół jest jakimś spadkobiercą fortuny albo księciem.
-Weri znów masz jakieś zboczone myśli bo się ślinisz… - William
-A nie myślę po prostu o kasie. - Weri
-Skończona materialistka… - William
-Coś mówiłeś bo niedosłyszałam ale myślę że w końcu znalazłam idealną patelnię do twojej twarzy Muahaha. - Weri
-(eh dlaczego ja do niej przyszedłem) Nie dzięki moja twarz już jest wystarczająco uszkodzona przez teflon. - William
-O szkoda a miałam taką wielka ochotę kogoś uderzyć. - Weri
-Ty chyba naprawdę nienawidzisz ludzi. - William
-Ja no co ty ja kocham ludzi ale jestem zbyt ekspresowa i imprezowa przez to mnie nie rozumieją. - Weri
- Ta na pewno o to chodzi… - William
-Will przypominam ci że MAM PATELNIĘ W RĘCĘ!! - Weri
-Dobra, dobra zrozumiałem aluzję uspokój się. - William
-A tak w ogóle dlaczego nie masz dziś czasu?? Bo ja naprawdę chcę poznać twoich przyjaciół. -powiedziała z błyskiem w oczach i śliną w ustach Weri
-Dentysta, lekaż, odwiedziny rodziców wiesz takie zwykłe rzeczy. - William
-Ej ale idz do tej kawiarni się zatrudnij co Elijah bo chcę zobaczyć jak się wkurza, znaczy się chodzi mi o to że dobrze tam płacą tak o tp chodziło che che… - Weri
-Tak tam też muszę iść ale dla PIENIĘDZY a nie Elijah. - William
-Kurde szkoda a tak bardzo chciałam zobaczyć was razem w związku che che. - Weri
-Daj spokój on mnie nienawidzi. A poza tym on tam idzie szukać dziewczyny. - William
-Jakiej dziewczyny che che jego żadna nie zechce!! che che dobre o boże aż mnie brzuch rozbolał. - Weri
-Nie przesadzaj na pewno wiele na niego leci. - William
-Ta ale wszystkie się płoszą gdy zobaczą tą grozę w jego wzroku i idący odór śmierci!!  - Weri
-Eh masz naprawdę bujną wyobraźnię. Ale coś w tym jest niby go znamy ale nie mówi nam wszystkiego. - William
-A ja tam myślę że on po prostu nie lubi ludzi che che z resztą ja też niektórych nie lubię. No na przykład mojego sąsiada pana Jenkinsa który zawsze w niedziele o 6 rano puszcza mszę z radia na 100% głośności i musisz tego słuchać!! - Weri
-hahaha to nie źle masz. Jak ty wytrzymujesz?? - William
-Che che mam sposób gdy on puszcza mszę to ja puszczam ostrego metal!! - Weri
-Ta i wtedy to ty jesteś okrutna… Nie pozwalasz mu w spokoju się pomodlić. - William
-Ej każdy może mieć wierzenia ale kiedy docierają one do mojego snu w postaci ochrypłych słów księży zaczyna być coś nie tak!! - Weri
-No dobra może masz rację ale możesz też kupić sobie stopery. - William
-Co mam wydawać kasę!! Jak dla mnie to on powinien kupić mi te stopery albo sobie słuchawki do radia. - Weri
-Sądząc po wystroju twojego mieszkania i rzeczach jakie masz na przykład Macbooku i iphonie myślę że masz na tyle kasy żeby kupić sobie stopery… - William
-Ale ja wydaję kasę tylko na rzeczy powyżej 200 dolarów. - Weri
-To kup sobie stopery za 300 dolców!! - William
-Che che Nie!! - Weri
-Jesteś trudną kobietą nie pojmuję cię. - William
-Jak każdy. - Weri
-Dobra ja lecę. - William
-Okey tylko wróć wiem że nie masz gdzie się podziać. - William
-Skąd wiesz?? - William
-Nie jestem taka głupia nikt normalny nie podróżuje z 2 torbami no chyba że ma do ukrycia zwłoki ale z tym też ci mogę pomóc jak chcesz. - Weri
-Nie to nie zwłoki… Ale dzięki to na razie. - William
-Masz łap klucz zapasowy może mnie nie być więc weź w razie czego. - Weri
- Okey dzięki papa Weri!! - William
-Pa!! (A może to jednak są zwłoki ). - Weri

Właśnie za niedługo urodziny Elijah. Trzeba coś przygotować ale to później teraz praca… A więc co mam dzisiaj w planach?? Pierwsze wizyta u pani Melani z trzeciego piętra potem u słodkiego Robiego na którego widok prawie się roztapiam ale nie ważne to moja praca. Może tym razem nie stchórzę i zaproszę go na kawę. W sumie to dobry pomysł ale nie teraz. Po Robim mam wizytę w kawiarni to jest dość duże zlecenie a więc zacznę już tera nad tym myśleć. A więc skoro to kawiarnia to wszystko musi być słodkie ale za razem stonowane żeby nie przesadzić. A więc pojadę po farbę, krzesła się pomaluje więc to z głowy, kwiaty dużo kwiatów!! Białe stoliki albo nie czarne bo biel za bardzo by się wyróżniała na tle tych wszystkich kolorów a czerń pasuje do wszystkiego!! A no i trzeba dać trochę ciach z anime w końcu głównymi klientami tej kawiarni mają być kobitki. 

Chwilę później u pani Melani.
-Dzień dobry pani! - Weri
-O witaj dziecko dobrze że przychodzisz. - Melani
-Ale zaraz przecież miałam do pani przyjść więc?? A nie ważne… Czego pani ode mnie chciała?? - Weri
-A no tak daj mi chwilkę niech no sobie przypomnę ptaszyno… A no tak!! Miałam zrobić herbatę! - Melani
-Ale mi chodziło o to że chciała pani abym przyszła służbowo! Chce pani coś zmienić w domu?? Może kolor ścian albo tapety czy też meble?? - Weri
-Zaraz ale kim ty jesteś?? I co robisz u mnie w domu!? - Melani
-A no tak przecież pani Melani ma Alzheimera i do tego ponad 80 lat!! Ehh czyli nici z kasy dopóki sobie nie przypomni co chce zmienić oj to będzie trudne… - Weri
-Przepraszam co tam mówisz pod nosem?! - Mealni
-Nie nic przepraszam! Ja jestem Weri pani sąsiadka z niższego piętra!! Pamięta mnie pani?! (Tak zawsze gdy starzy ludzie mają Alzheimera najlepiej jest mówić do nich głośno albo się drzeć nie ma różnicy i tak za tydzień albo minutę zapomną co się do nich powiedziało) - Weri
-A no tak Weri!! Teraz pamiętam po co cię zaprosiłam!! - Melani
-Po co?? - Weri
-Daj mi chwilę wszystko sobie zapisuję jak zapominam.  Mam taki specjalny notes… A już mam!! Mam starą kanapę w której kłują mnie sprężyny a chciałabym nową ale nie ma mnie kto zawieźć do sklepu a że również niedowidzę to potrzebuję kogoś kto wybrałby podobną. Pomogła byś mi?? - Melani
-Tak pewnie!! Weri melduje stan gotowości!! - Weri
-A no i jeszcze jedno nie mam dużo pieniędzy więc nie mogę ci zapłacić za pomoc może kiedy indziej ale teraz ledwo starcza mi na lekarstwa. - Melani
-Niech się pani tym nie martwi pomoc takiej kobiecie jak pani to dla mnie czysta przyjemność!! To niech pani pokaże tą kanapę. - Weri
- To chodź za mną… O dziwne ta kanapa jakby była nowa?! - Melani
-Niech pani da sprawdzić… Racja jest nowa żadna sprężyna się nie wbija i poza tym jest bardzo wygodna… Ach mogłabym na niej zostać wieczność - Weri
-Ale to dziwne wyraźnie pamiętam że stała tu stara różowa kanapa w niebieskie kwiaty!! A ta jest niebieska w różowe kwiaty jak to się mogło stać?!! - Melani
-Mogę zobaczyć pani notes?? - Weri
- Tak proszę. - Melani
-Kupiła pani tą kanapę przedwczoraj o 10 rano i potem pisze że… Podglądała pani sąsiada który mieszka naprzeciwko… - Weri
-O boże dziecko nie czytaj dalej!! - Melani
-Jak na straszą panią z Alzheimerem ma pani bogatą wyobraźnię erotyczną… I co pani robiła… I on wtedy… Miała pani rację nie powinnam czytać dalej!! - Weri
-Dziecko przepraszam cię za to co tam przeczytałaś!! Jest mi strasznie wstyd!! Chyba zapadnę się zaraz pod ziemię!! - Melani
-Achacha niech się panie nie martwi!! I tak za chwilę pani o tym zapomni!! - Weri
-Zaraz o czym to ja przed chwilą mówiłam i o czym mam zapomnieć!! - Melani
-Nie już o niczym!! - Weri
I poklepała panią Melani po głowie a głowa staruszki wydała odgłos (pac!! pac!!).
Posiedziała u staruszki jeszcze chwilę na herbacie a potem wróciła do swojego mieszkania. A potem…

TAK!! Teraz idę do mojej miłości!! Ślicznego Robiego!! Ale nie chwila jak mam się ubrać!! Co włożyć… Aaaa!! Nie mam nic w szafie!! Może to… Może tę sukienkę… Nie to bez sensu!! Nie kobieto uspokój się jesteś dekoratorką wnętrz!! A więc poczuj się jak wnętrze i dobierz odpowiednie meble oraz kolor ścian!! Tak już wiem ubiorę się w kremową suknie do tego czarne szpilki oraz zwiążę włosy w kok żeby wyglądać poważniej!! Tak kobieto jesteś genialna…

Chwilę później po stylizacji.
O boże!! Wyglądam okropnie dlaczego w mojej głowie zawsze to wygląda lepiej niż normalnie a zostało mi tylko 10 min. Co zrobić!!
Nagle słychać jak ktoś puka do drzwi wejściowych (knoc!! knoc!!).
-Tak!! Kto tam?? - Weri
-To ja Will. Mogę wejść powiedziałaś że mogę u ciebie przenocować! - William
-A tak, tak wchodź!! - Weri
-Dzięki jak tam dzisiaj u ciebie… Ej dlaczego ty płaczesz? Co się stało? - William
-Nie nie ważne i tak nie zrozumiesz!! - Weri
-Mów pomogę ci!! - William
-No dobrze… Nie mam się w co ubrać a idę do mojej wielkiej seksownej miłości!! - Weri
-Naprawdę chodziło tylko o to… - William
-T-t-tylko!! - Weri
-Dobrze nie unoś się tak zaraz coś się wymyśli. - William
Chwilę później kiedy William ubrał Weri…
-OMG!! Willi!! Jak ty to zrobiłeś wyglądam fantastycznie!! Nawet nie wiedziała że w czeronym mi do twarzy!! - Weri
-Hahaha spoko Weri przecież wystarczy na ciebie zobaczyć i dobrać odpowiednie kolory dla twojego wybuchowego charakteru. - William
-O dziękuję… Chyba bo to był komplement?! - Weri
-Tak… - William
-Dobra to ja w taki razie spadam na wizytę z mym przeznaczeniem!! - Weri
-Dobra to ja zostaję u ciebie mogę zaprosić kolegów? - William
-Tak pewnie ja wrócę później bo mam jeszcze jedno zlecenie!! Papa!! - Weri
20 minut później w Salonie tatuażu… (U Robiego)
-Cześć Robie!! - Weri
-Cześć Weri!! Co tam u cb? Jak tam biznes się kręci! - Robie
-No raczej!! Ale mniejsza o to czego chciałeś bo w końcu jestem tu służbowo. - Weri
-Służbowo a no tak zapomniałem się myślałem że taki piękny anioł w czerwonej sukni przyszedł zrobić sobie tatuaż!! Hahah… - Robie
-Nie dziękuję Cheche… A wracając co chcesz zmienić w salonie bo chyba o to chodzi. - Weri
-Hmm no tak trochę jak widzisz tu ciemno i ściany są zniszczone bo to powojenny budynek. Myślę że trzeba zmienić oświetlenie ale chciałbym aby lampy były białe i zrobić coś ze ścianami pomalować albo coś… - Robie
-No dobra rozumiem chwila… Nie!! ścian nie pomalujemy!! - Weri
-Dlaczego?? - Robie
-Ponieważ to nic nie da rozpadają się potrzeba elastycznej tapety aby to zasłonić! A co do lamp to mam pomysł aby zrobić coś w stylu zwisających kryształków. - Weri
-Tak ale to salon tatuażu a nie sala balowa. - Robie
-Tak ja wiem ale zaufaj mi!! Znajdę odpowiednią tapetę i te kryształki i wszystko będzie spoko!! - Weri
-Dobrze ufam ci pani anielico!! - Robie
-O jej dziękuję bardzo. - Weri
-A no i ten… Dała byś zaprosić się na kawę!! - Robie
-(O boże co się właśnie stało!! Ten Robie zaprosił mnie na kawę!!) Nie!! (zaraz co ja powiedziałam!!). - Weri
-Nie a to przepraszam!! - Robie
-Znaczy się TAK!! Ale to ja chciała zaprosić ciebie na kawę i dlatego powiedziałam "Nie!" bo ja chciałam to zrobić ehh… - Weri
-Hahaha!! - Robie
-Ej to nie ładnie się z kogoś śmiać!! - Weri
-Nie przepraszam przypomniało mi się jak byliśmy mali że też często też byłaś taka zagmatwana. I powiem jeszcze raz. Czy chcesz wyjść ze mną na kawę?? - Robie
-Tak oczywiście z wielką przyjemnością. A teraz jeśli wybaczysz to mam jeszcze jedno zlecenie dzisiaj - Weri
-Tak pewnie a więc do zobaczenia na kawie!! - Robie
-Tak ja znam dobrą kawiarnię to zadzwonię do ciebie!! A teraz na razie!! - Weri
-Pa aniołku haha. - Robie
-Pa diable!! - Weri
-hahaha… - Robie
Po wyjściu od Robiego Weri śpieszyła się do kawiarni aby powiedzieć właścicielce co zmienić w wystroju!!
-O boże cały dzień na nogach jeszcze tylko tutaj i koniec… - Weri
Minęło pół godziny za nim Weri dojechała do kawiarni. Spotkała tam kogoś kogo się nie spodziewała sami zobaczycie.
-Witaj Isabel!! - Weri
-Wercia!! Dzięki że wpadasz tak późno. Co tam u ciebie kochana?? - Isabel
-Dobrze czas jakoś leci. A no i nie nazywaj mnie Wercia!! - Weri
-Wercia ale wiesz że ja kocham cię wkurzać. Bo wtedy jesteś taka słodka. - Isabel
-A więc mam ze sobą obrazy farbę i kilka innych rzeczy… - Weri
-Wyglądasz na zmęczoną może chwilkę odsapniesz?? Wiesz zatrudniłam nowego kucharza mówię ci jest seksowny i w twoim typie. - Isabel
-O jestem skłonna go poznać che che. - Weri
- Michaelis możesz tu przyjść ?? - Isabel
-Tak już idę!! - Michaelis
-A ty nie podglądaj!! - Isabel
-Dobrze - Weri
-Tadam! O to on!! - Isabel
-Zaraz Elijah!! Co ty tu robisz what the fuck?? - Weri
-Dzięki Weri ale powiem ci tak pracuję tu!! Boże kobieto a ty co tu robisz?? Znacie się z Isabel?? - Elijah
-Tak przyjaźniłyśmy się w dzieciństwie. I teraz po tylu latach się spotkałyśmy. Dowiedziałam się że Wercia jest projektantką wnętrz i postanowiłam odnowić starą znajomość. - Isabel
-Tak jest tak jak powiedziała Isabel. Ale śmieszny zbieg okoliczności że pracujesz u niej. Muahaha mogę to wykorzystać przeciwko tobie!! - Weri
-Jesteś okropna…  - Elijah
-Raczej kochana. Co nie Isabel?? - Weri
-Tak Werciu ale nie pozwolę ci się znęcać nad moim nowym pracownikiem. - Isabel
-Oh wielka szkoda. Wiesz jak fajnie się go wkurza. - Weri
-Halo ja też tu jestem. - Elijah
-Wiem ale nie musisz być w centrum uwagi. - Weri
-Wcale nie chciałem być w centrum… - Elijah
-Cii!! Nie przeszkadzaj mnie i Isabel. - Weri
-Yay jaka super kłótnia jesteście razem?? - Isabel
-Nie!! - Weri, Elijah
-Dobrze przepraszam ale wyglądacie jak stare małżeństwo. - Isabel
-Wcale nie!! - Weri
-Dobra może bardziej namiętnie jak kochankowie którzy zostali  skłóceni przez los a ich życie nie pozwala im do siebie wrócić. Oh jakie to piękne!! - Isabel
-Wyczuwam za dużo romansów. - Weri
-Dobra ja idę skoro mnie nie potrzebujecie. - Elijah
-Nie czekaj i tak chciałam z tobą pogadać. - Isabel
-Dobra a więc słucham. - Elijah
-Musimy obgadać w jakich godzinach chcesz pracować i czy jako kelner czy kucharz albo możesz pracować na obu posadach co byłoby wygodne. - Isabel
-Dobrze to najpierw podaj mi ty w jakich godzinach byłbym potrzebny ja się dostosuję. - Elijah
-Dobrze a więc ja myślę tak od 9.00 do 17.00. to w tygodniu a w sobotę może od 13.00 do 21.00 ?? - Isabel
-Jak dla mnie może być. Tylko od której godziny otwieramy?? - Elijah
-Hmm wiesz tak o 9.00 bo musisz wcześniej przyjechać tak jak byś zawsze był 8.30 to byłoby spoko bo zawsze byś wiedział czy wszystko jest spoko i tak dalej. Pasuje ci to?? - Isabel
-Tak tylko kto później mnie zmienia po tej 16.00 ?? - Elijah
-A za chwilę go poznasz też miał dzisiaj przyjść na test. A w międzyczasie możesz przynieść mnie i Werci po kawie late. - Isabel
-Dla mnie zrób dużo tej mlecznej piany!! - Weri
-Tak chciałabyś. - Elijah
Eliah i Weri nie wiedzieli kim był trzeci gość który ma się pojawić w kafejce ale okazało się że to nie kto inny jak William…
-William co ty też tu jesteś?? - Weri
-Tak miałem przyjść aby pani Isabel przetestowała mnie czy nadaję się do pracy. - William
-Wystarczy Isabel nie mam jeszcze tylu lat aby mówić do mnie pani ;-;. - Isabel
-Przepraszam Isabel. - William
-A nie szkodzi. Właśnie to zaczynaj od razu idź do kuchni kucharz poda ci nasze kawy i nas obsłużysz. - Isabel
-Dobrze - William
-Ej Isabel przygotuj się na stłuczone naczynia che che. - Weri
-Co?? Dlaczego?? -Isabel
-Nic sama zobaczysz będzie śmiesznie che che. - Weri
-CO TY TU ROBISZ!! - Elijah
Rozlega się brzdęk tłuczonych szklanek…
-Jestem na rozmowie o pracę. A ty ją chyba za chwilę stracisz… - William
-Ale jak to?? - Elijah
-Weri mówiła że zatrudniasz się w kawiarni i dowiedziałem się w jakiej i stwierdziłem że też to zrobię. - William
-Isabel nie możesz go zatrudnić proszę. - Elijah
-Dlaczego?? - Isabel
-Ee… Wiem ponieważ jest gejem a to przecież knajpa która ma przyciągać dziewczyny. - Elijah
-Jesteś gejem?? - Isabel
-Tak a to jest jakiś wielki problem?? - William
-Nie właściwie to nie musisz przechodzić żadnych testów. Jesteś zatrudniony!! - Isabel
-Co to jakichś żart czemu on dostał tę pracę od tak a ja muszę wam nosić kawę i robiłem durny sernik!! - Elijah
-Ponieważ skoro wiem że jest gejem to wiem też że nie będzie randkować z żadną klientką - Isabel
-Wow pierwszy raz to że jestem gejem dało mi jakichś przywilej nad Elijah. - William
-Che che chyba że ty Elijah też jesteś gejem tylko nam tego nie chciałeś powiedzieć bo się wstydziłeś?? - Isabel
-Nie jestem gejem!! Ale nie mam zamiaru z nim pracować!! - Elijah
-Cóż nie masz wyjścia. - Isabel
-Ale jak to?? - Elijah
-Tak to!! Niestety podpisałeś już umowę o pracę a jej się nie da podważyć możesz się zwolnić za jakieś cztery miesiące. - Isabel
-Che che kto by pomyślał że wyjdzie z tego taki bałagan. - Weri
-Cicho Weri nie z tobą rozmawiam. - Weri
-Ej to było nie miłe ;-; co nie Isabel. - Weri
-No było. Ale wracając William ty będziesz pracować od 14.00 do 22.00 w tygodniu a w sobotę od 9.00 do 17.00. Pasuje ci taki układ??
-Tak bardzo dziękuję. - William
-No to dobrze wszyscy są teraz happy!! - Weri
-Zapomniałaś o mnie!! - Elijah
-Nie zapomniałam tylko po prostu nikt tutaj nie liczy się z twoim zdaniem. Prawda?? - Weri
-Tak dokładnie ona ma rację. - Isabel, William
-Dlaczego kiedy zawsze chce żeby było dobrze to musisz wyskoczyć ty Weri albo William… - Eliah
-Ej nie przesadzaj be ze mnie twoje życie byłoby nudne!! - Weri
-Może masz rację. Ale dlaczego zawsze jesteście tam gdzie ja!! - Elijah
-Takie życie. - Weri
-Ehh dobra Werciu zabierajmy się za wystrój!! - Isabel
-Wy dwoje pomożecie nam skoro i tak nic nie macie do roboty. - Weri
-Czekaj Elijah idzie posprzątać stłuczone szklanki. - Isabel
-A no tak. Ekhm Głupek!! - Weri
-Spadaj. - Elijah
-Dobra a więc najpierw pomalujmy krzesła na dwa kolory czarny i biały a stoły na czerwono. Potem porozwieszamy plakaty z topowymi mangami dla dziewcząt a jutro przyjadę z futrynami przez co te plakaty będą wyglądały jak prawdziwe wydrukowane zdjęcia. Jeszcze muszę pomyślę nad szyldem wejściowym… - Weri
-Wercia jesteś genialna!! - Isabel
-Co?? Dziękuję cieszę się że ci się podoba. - Weri
I tak minął właśnie cały dzień Weri w pośpiechu ale za to bardzo radośnie wśród przyjaciół.
-Oh wait nie minął jeszcze!! - Weri
-Dobra 00:01 już minął o nie a to oznacza koniec działu ;--;!! - Weri